Home

Advertisement

Customize
elizjum
05 October 2009 @ 08:51 pm
przećpałeś słowołapie tym razem
na dobre utknąłeś
między 
 
no cóż 
 
liminalność wciągasz o każdej porze doby
nawet przyimki idą za tobą
guru
niewidzialne
a potem toczą się bezgłośnie w dół
gdzie babka na dwoje wróży
z drobiowych kosteczek
 
przećpałeś na odwyk za późno
na odwyki
(plural)
koncepty rodem z seriali
wstrzykujesz w żyłę 
a  złota strzała niedługo wyłupi ci oko
 
krótko mówiąc to koniec
słowołapie
z tobą ze mną i z naszym cholernym
głodem przecinków
 
a może jednak przewrócimy tę kartkę
i napiszemy u góry 
imię 
nazwisko
przynależność do paru czasowników
w  liczbie wygodnie mnogiej? 

― ― 
 
ech 

lepiej daj się sztachnąć raz jeszcze
słowołapie 
zapomnijmy o wszystkim
 

Tags:
 
 
elizjum
02 October 2009 @ 08:20 pm

dżygit



 

1.

czasami prześwituje przez niego derwisz
albo raczej dżygit z szablami i obłędem
w ciemnych źrenicach
 
stepy i szczyty gór przykrywa kocem
i tańczy jakby założył się z wiatrem
o własną duszę
 
potem znowu ubiera dżinsy
 
okręca szyję kilometrowym szalikiem
pyta: co słychać?
i ukradkiem gasi ostatnie iskry
które jeszcze tlą się we włosach
 
zjawia się tylko na chwilę  
ale ja 
nie ufam już cieniom gdy słyszę
bębny i dziki skowyt piszczałek 

tuż za zakrętem


 
2.

śpiew ogniska gulasz
palinka kroi niebo na ćwiartki
i przywiązuje do głowy odpryski
nocnej gawędy
 
on
tam bywa częściej i bardziej niż tutaj
przynajmniej tak mi się zdaje lecz

obrazy zlewają się w jedno:
dzień czy noc szabla rower szalik
szara płócienna koszula a może jazz
i kierdel owiec na samym dnie kotliny
 
nie mogę tak dłużej
 
strumień skojarzeń odbiera mi oddech 
uskok pogłębia się coraz bardziej
dlatego:
do zobaczenia! 

żeby nie utonąć duszkiem wypijam
ostatnie słowa
i wysiadam na najbliższym przystanku 
 
w szybie odbija się kindżał 
potem znika





 etnoarchiwum, 2.10.09

Tags:
 
 
elizjum
25 September 2009 @ 03:40 pm

 

– Kiedy poruszasz się między ludźmi, słyszysz ich melodie. To towarzyszy im jak ich zapach.

– Żartujesz?

– No! Kiedy milczysz, słyszysz także swoją własną melodię.

 

Rok ďábla

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 
 
elizjum
25 August 2009 @ 07:02 pm

czasami trzeba przerwy
panie majster
bo kwiaty tylko maskują istotę smrodu
 
za nami łąka rozwieszona na lince
między teraz a nigdy więcej  
i chyba nawet wiem jak będę miał na imię 
za trzy kieliszki wódki
 
po prostu nie dam rady wiecznie stać
na baczność
rozumie pan? wszyscy ciągniemy ku ziemi
 
złamaną zapałką trudno zatkać
dziurę  w ścianie 
czy wykopać rów
 
można jedynie podłubać w zębie 
i odejść 
spluwając za siebie trzykrotnie
wygranym losem
 

 

Tags:
 
 
elizjum
25 July 2009 @ 06:37 pm


 

 

Mała Nieszawka, lipiec 2009

 
 
elizjum
25 July 2009 @ 06:35 pm

 

 
 
elizjum
25 July 2009 @ 06:33 pm
 
 
elizjum
25 July 2009 @ 06:27 pm
 
 
elizjum
25 July 2009 @ 06:25 pm
 
 
elizjum
25 July 2009 @ 06:21 pm

Zaczęłam pod wpływem Ozpeteka, skończyłam uzależniona od Nohavicy.

Dedykuję Aurorze.

Za korektę dziękuję Vianne.

 

 
 
 
elizjum
05 June 2009 @ 10:39 am
Zasugerowano mi, żebym podzieliła "spaliny" na kilka wierszy traktowanych jako cykl. Zrobiłam tak z ciekawości i sama nie wiem, co o tym myśleć. Bardziej interesująca jest wersja pierwotna, czy może ta nowa...? Byłabym bardzo wdzięczna za podpowiedzi!


bezurch
(spaliny I)
 
 
nagle odkrywa że słowa są obce
rozumie je ale nie poznaje brzmienia 
jakby ktoś połączył dźwięki na chybił-trafił
a potem odciął dopływ prądu bo
panie majster!
fajrant
 
(w głębi duszy nadal tęskni za mozaikami 
ze ścian i podłóg 
hamamu 
chciałby je rozdrapać do krwi
usłyszeć zawodzenie muezina a może nawet
śpiew zapomnianych komórek 
własnego ciała)
 
budzi się wdeptuje peta w chodnik
i przygląda się autobusom
palce w kieszeni zahaczają o drobne na bilet
którego nie kupi
bo i tak przecież zawsze wraca do domu
na cudzych kolanach
 
kurewski świat stoi wtedy w korku i trąbi  
a on zachowuje ostatnie pozory ruchu
czuje się wtedy lepiej
przez chwilę
 
jak bóg krawężnika lawiruje między pęknięciami 
zalepia dziury pantokratorskim oddechem
śmierdzącym wódką
i pozwala sobie na kilka naprawdę 
fundamentalnych zaprzeczeń




 
knajpa
(spaliny II)

nazywa ją różnie mebluje ożywia zaludnia
ale ciągle wymyka mu się z rąk właściwa
linia przewodnia
więc
puzzle dryfują w kierunku klozetu
bez nadziei na jakąkolwiek spójność obrazu

niestety nawet pantokratorski oddech
nie posiada mocy wskrzeszania
jeszcze żyjących

wie o tym dobrze dlatego w połowie drogi
wyciąga z kieszeni świeżą paczkę fajek
cholerny nałóg
mówi
i niemal od razu dostaje rozgrzeszenie
full serwis od ręki bez żadnych zagwozdek
mikroskopijnym drukiem

moze następnym razem skręce w lewo nigdy
nie skręcam w lewo

wzrusza ramionami i zaciąga się dymem
a nad chodnikiem snują się jeszcze ostatnie
nabrzmiałe ołowiem fatamorgany
Tags:
 
 
elizjum
04 June 2009 @ 03:27 pm
nagle odkrywa że słowa są obce
rozumie je ale nie poznaje  brzmienia 
jakby ktoś połączył dźwięki na chybił-trafił
a potem odciął dopływ prądu bo
panie majster!
fajrant
 
wdeptuje peta w chodnik i przygląda się autobusom
palce w kieszeni zahaczają o drobne na bilet
którego nie kupi
bo i tak przecież zawsze wraca do domu
na cudzych kolanach
 
kurewski świat stoi wtedy w korku i trąbi  
a on zachowuje ostatnie pozory ruchu
czuje się wtedy lepiej
przez chwilę
jak bóg krawężnika lawiruje między pęknięciami 
zalepia dziury pantokratorskim oddechem
śmierdzącym wódką i pozwala sobie na kilka
naprawdę fundamentalnych zaprzeczeń
 
w głębi duszy nadal tęskni za mozaikami
ze ścian i podłóg hamamu
chciałby je rozdrapać do krwi 
usłyszeć zawodzenie muezina a może
 
a może nawet śpiew zapomnianych
komórek własnego ciała
 
innym razem bardzo wyraźnie widzi wnętrze 
knajpy
 
nazywa ją różnie mebluje ożywia zaludnia 
ale ciągle  wymyka mu się z rąk właściwa
linia przewodnia
więc
puzzle dryfują w kierunku  klozetu
bez nadziei na jakąkolwiek spójność obrazu
 
niestety nawet pantokratorski oddech  
nie posiada mocy wskrzeszania
jeszcze  żyjących
 
wie o tym dobrze dlatego w połowie drogi
wyciąga z kieszeni świeżą paczkę fajek
cholerny nałóg 
mówi
i niemal od razu dostaje rozgrzeszenie
full serwis od ręki  bez żadnych zagwozdek
mikroskopijnym drukiem
 
może następnym razem skręcę w lewo nigdy
nie skręcam w lewo
wzrusza ramionami i zaciąga się dymem 
a nad chodnikiem snują się jeszcze ostatnie
nabrzmiałe ołowiem fatamorgany
 
 
Tags:
 
 
elizjum
23 April 2009 @ 04:50 pm

zawsze nigdy raz czy dwa wielokrotnie wdycha 

między ścianą a lustrem zapach poćwiartowanych
konceptów
prochu siarki a może nawet
międzygwiezdnego pyłu o ile to nie kurz — 
 
tak po prostu szary że można nim oblepić
każdą  komórkę doby
a i tak wystarczy na wieki wieków amen 
 
byle oddech może zdmuchnąć szczelinę w drzwiach
i wtedy znowu jest jasno a powietrze smakuje
powietrzem
zamiast skakać do gardła jak nieoswojony kwietyzm
lub oprawiona w ramki ekranu
tęsknota za grzechem 
 
chce: 
na chwilę zapaść się w sobie i nie wychodzić 
aplikowane dożylnie emocje  uznać za własny
kręgosłup
i na Boga! uwierzyć w prawdę przeszczepu
bo inaczej zniknie bez śladu
 
a jednak stanie się znów: 
czarna plansza słowa zafiksowane ostatnie litery 
przed początkiem końca i zamiast wspak — 
naturalny do obrzydzenia obrót rzeczy powszednich 
 
nawet belka w oku nóż na gardle złamany paznokieć
nic nie przekona ćpuna że lepiej jest tylko
naprawdę
 
słowa i tak prędzej czy później uderzą w burtę
latającego holendra
 
Tags:
 
 
 
elizjum
17 February 2009 @ 05:26 pm

Część trzecia
Koktajl Mołotowa


Kompleks Raskolnikowa )
 
 
 
 
 
elizjum
30 December 2008 @ 08:34 pm

Zaćma )
 
 
elizjum
01 October 2008 @ 11:47 am
Odys  

 

Odys )
 
 
 
elizjum
01 October 2008 @ 11:00 am

zimna suka na sygnale przecina miasto
pod prąd

potrąca staruszki wygina tory tramwaje
spycha z ustalonych (załącznik nr pięć)
linii transsyberyjskich

miesza poprzecznie prążkowane pewniki
ciała

z kieliszkiem w dłoni

staje za plecami kieruje ruchem wstrzymuje
przepuszcza unosi powyżej ud mgliste
spojrzenia przechodniów

maluje usta dobranym kolorem słowa
albo milczy i czeka (obcasy papieros
lusterko) na odpowiednią chwilę

wie

prędzej czy później zgaśnie światło
pęknie lód skóry –

na (mojej) twarzy uśmiech
kobiety z obrazu
cień

 

Tags:
 
 
elizjum
22 September 2008 @ 02:25 am

wypełza z bieli pociętej drobnymi 
żyłkami zero-jedynek 
 
wokół słowa
 
(łuszczą się jak farba  na portrecie 
doriana graya) 
 
parzy bezmyślnie żeby zapomnieć 
o kryształkach soli na własnej skórze 
o braku kropek
 
zdania pączkują i giną zanim dotkną 
brzegu istoty rzeczy 
 
niepotrzebnie 
 
wystarczyłoby odwrócić głowę 
na horyzoncie wzgórza krainy nigdzie 
eolia  albo żagiel łódeczki z kory drzewa 
 
wiadomości złych i  jeszcze gorszych 
 
czekamy na odpływ lub przypływ 
(nieważne) 
grzęznąc w przybrzeżnym piasku 
z wykałaczkami w dłoniach 
 
my 
kasztanowi pod łupiną kartki 
 
wioślarze słów
 
Tags:
 
 
 
 
 
elizjum
24 August 2008 @ 07:33 pm
błahomiasta II


a w piątek tuwim siedzi na ramieniu
i wykłada uszy słowami do rymu

biegam po mieście cokolwiek zawiana
wrześniem
pryskają spod stóp koty zielone
i bardzo nie-bieskie biesy

ulica szepcze jak kochanek z obrazu
do porcelanowej pasterki
i jest mi tak sielsko-diabelsko
ze szczyptą glukozy
że wieszam na czubkach latarni
uśmiechy

rozbłysną wieczorem po winie
gdy wreszcie wyjdę z piwnicy
pijana jazzem i dymem
a potem rzucę się wpław przez ulicę

na wschód od edenu

tam w Niebie dalej gra na pianinie
księżyc z tektury
po ścianach wspinają się cienie
wygasłych wierszy
i patrzy na gości zza lady
barmanka ubrana w słowiki

za to nad miastem zawisło klasycznie
niebo z piernika

odgryzam kawałek i znikam w przydrożnej 
chmurze podobnej do kantyleny 


utkanej ze słów


Tags:
 
 
 
 
 
 
elizjum
20 August 2008 @ 03:46 pm

Jak w dym )

 
 
elizjum
20 August 2008 @ 03:28 pm
Kociara )
 
 
elizjum
04 August 2008 @ 10:56 pm
pójść na bal (czasy franza josefa)
może być cieszyn
albo wiedeń
rękawiczki karnecik pasek z kutego srebra
i hoczki w kształcie aniołów lub skrzydeł motyla

zatańczyć na weselu (niekoniecznie własnym)
w istebnej
zaduch ciał tak blisko czyjeś ramię kroki mylone
bo wódka zbyt szybko idzie do głowy
potem jeszcze dzwonki przy saniach —
ochrypły głos niesie przez rzekę zapowiedź
rychłych poprawin

a jo ci powiadam nie pij okowitu
bo ci nózki pójdą haw i tam, tu i tu...


w krakowie zajrzeć do michalika
na kawę z wkładką
i podglądać wyspiańskiego zza grzbietu
starego pianina które jak kot pręży się
pod palcami pianisty

ugniatać minuty jak wosk bez obaw
mieszać czasy i tryby a na koniec
wplątać we włosy czarnej madonny
dym

pasą się pasą barany na rynku
między sukiennicami

pasą się pasą wiersze
Tags:
 
 
elizjum
22 July 2008 @ 11:15 am
biały pas korytarzy opina biodra
a kroki zagłusza niepewność —
zapada się w nią z każdym kolejnym
mrugnięciem żarówki

mówi chociaż nie wie o czym
niedługo dostanie piętnaście punktów
w skali której nie rozumie a dodatkowo
haft krzyżykowy pod dolną wargą
i zastrzyk

oczy lekarza są czarne
na wskroś przeszywają
uskoki czaszki

z lawy wyłania się pies — 

tym razem też nie uratuje pompei
przed latawcami popiołu
wie o tym 

wędruje wspina się po zębach
aż do kopuły bizantyjskiej katedry
tam przystaje zdziwiona że księżyc
zwisa głową w dół jak postać
z karty tarota

nagle ktoś chwyta ją
i przywiązuje do ziemi
żelaznym łańcuchem

wraca

bierze do rąk wiosło i pozwala galerze
sunąć w kierunku górzystej ajai
po brzuchach fal




noc z 19 na 20 lipca 2008
Tags:
 
 
elizjum
21 July 2008 @ 03:56 pm

całkiem dosłownie zbiera zęby z podłogi
śliskiej od mydlin 
czyjeś dłonie okrywają jej uda kawałkiem tynku
a może mgłą malowaną w gwiazdy i księżyce

jarzeniówki patrzą jej w oczy

zerwała się nić łącząca kawałki w całość
więc noga palec twarz a nie ciało
tak dobrze znajome posłuszne drgnieniom powiek
niewidocznego lalkarza

pełne muzyki

teraz tylko rytm bęben tłukący się w piersi
pałeczki rąk przyciśniętych do skroni i kleks
jak klucz basowy na poskręcanej reumatyzmem 
pięciolinii ręcznika

nie patrzy w lustro bo wie że zobaczy
cień czarownicy na swoich wargach

uspokaja oddech i kropla po kropli wysysa ciszę 
słoną od norwidowskich przemilczeń

albo od krwi




noc z 19 na 20 lipca 2008

Tags:
 
 
 
 
elizjum
30 May 2008 @ 06:56 pm

Non vitae II )

 
 
elizjum
30 May 2008 @ 06:54 pm

Non vitae I )


 
 
elizjum
18 May 2008 @ 04:14 pm
rzucają się z gwoździami i cień przybijają
do kawałków lustra
kurczy się i wije jak myśl tuż przed świtem
albo rozciągnięte na blacie ciasto nagiego ciała

nie zabiją tylko zagrają — a ty w takt!
na trzy-czwarte lub sześć-ósmych
kolebie się czas powieszony na żądle zegara
nogi splątane w węzeł gordyjski
przecina rozkaz

żeby uciec trzeba by odkopać wolę
która gnije głęboko pod ziemią
ale łopata nie leży w dłoni wolnej od widma pęcherzy

na lipie przydrożna kapliczka
patrzy z góry

święty antoni sczerniały od wielozim i wiatrów
w oczach ma tylko drewno a między fałdami szaty
korniki ryją labirynt bez końca i bez początku
 
Tags:
 
 
elizjum
30 April 2008 @ 08:11 pm

Węzełek światów )
 

 
 
elizjum
30 April 2008 @ 07:39 pm
Zakalec II )
 
 
elizjum
30 April 2008 @ 07:32 pm
Zakalec I )
 
 
 
elizjum
29 April 2008 @ 06:59 pm
Wymyśl mnie! )
 
 
 
elizjum
27 April 2008 @ 03:41 pm
Pax  

PAX )

 
 
elizjum
26 April 2008 @ 07:57 pm
Mgłowce )
 
 
elizjum
26 April 2008 @ 07:53 pm
Marcellus )
 
 
elizjum
26 April 2008 @ 04:02 pm

Krystieńka )

 
 
 
 

Advertisement

Customize