Home

Advertisement

Customize
 
elizjum
05 June 2009 @ 10:39 am
Zasugerowano mi, żebym podzieliła "spaliny" na kilka wierszy traktowanych jako cykl. Zrobiłam tak z ciekawości i sama nie wiem, co o tym myśleć. Bardziej interesująca jest wersja pierwotna, czy może ta nowa...? Byłabym bardzo wdzięczna za podpowiedzi!



bezruch
 
nagle odkrywa że słowa są obce
 
rozumie je ale nie poznaje  brzmienia 
jakby ktoś połączył dźwięki na chybił-trafił
a potem odciął dopływ prądu bo
panie majster!
fajrant
 
wdeptuje peta w chodnik i przygląda się autobusom
palce w kieszeni zahaczają o drobne na bilet
którego nie kupi
bo i tak przecież zawsze wraca do domu
na cudzych kolanach
 
kurewski świat stoi wtedy w korku i trąbi  
a on zachowuje ostatnie pozory
ruchu

 
hamam
 
przez chwilę
jak bóg krawężnika lawiruje między pęknięciami 
zalepia dziury pantokratorskim oddechem
śmierdzącym wódką i pozwala sobie na kilka
naprawdę fundamentalnych zaprzeczeń
 
w głębi duszy nadal tęskni za mozaikami
ze ścian i podłóg hamamu
chciałby je rozdrapać do krwi 
usłyszeć zawodzenie muezina a może
 
a może nawet śpiew zapomnianych
komórek własnego ciała


 
knajpa

nazywa ją różnie
mebluje ożywia zaludnia 
ale ciągle  wymyka mu się z rąk właściwa
linia przewodnia
więc
puzzle dryfują w kierunku  klozetu
bez nadziei na jakąkolwiek spójność obrazu
 
niestety nawet pantokratorski oddech  
nie posiada mocy wskrzeszania
jeszcze  żyjących
 
wie o tym dobrze dlatego w połowie drogi
wyciąga z kieszeni  kolejną paczkę
fajek
 
 
nałóg
 
cholerny nałóg 
mówi
i niemal od razu dostaje rozgrzeszenie
full serwis od ręki  bez żadnych zagwozdek
mikroskopijnym drukiem
 
może następnym razem skręcę w lewo nigdy
nie skręcam w lewo
wzrusza ramionami i zaciąga się dymem 
a nad chodnikiem snują się jeszcze ostatnie
nabrzmiałe ołowiem fatamorgany
 

Tags:
 
 
elizjum
04 June 2009 @ 03:27 pm
nagle odkrywa że słowa są obce
rozumie je ale nie poznaje  brzmienia 
jakby ktoś połączył dźwięki na chybił-trafił
a potem odciął dopływ prądu bo
panie majster!
fajrant
 
wdeptuje peta w chodnik i przygląda się autobusom
palce w kieszeni zahaczają o drobne na bilet
którego nie kupi
bo i tak przecież zawsze wraca do domu
na cudzych kolanach
 
kurewski świat stoi wtedy w korku i trąbi  
a on zachowuje ostatnie pozory ruchu
czuje się wtedy lepiej
przez chwilę
jak bóg krawężnika lawiruje między pęknięciami 
zalepia dziury pantokratorskim oddechem
śmierdzącym wódką i pozwala sobie na kilka
naprawdę fundamentalnych zaprzeczeń
 
w głębi duszy nadal tęskni za mozaikami
ze ścian i podłóg hamamu
chciałby je rozdrapać do krwi 
usłyszeć zawodzenie muezina a może
 
a może nawet śpiew zapomnianych
komórek własnego ciała
 
innym razem bardzo wyraźnie widzi wnętrze 
knajpy
 
nazywa ją różnie mebluje ożywia zaludnia 
ale ciągle  wymyka mu się z rąk właściwa
linia przewodnia
więc
puzzle dryfują w kierunku  klozetu
bez nadziei na jakąkolwiek spójność obrazu
 
niestety nawet pantokratorski oddech  
nie posiada mocy wskrzeszania
jeszcze  żyjących
 
wie o tym dobrze dlatego w połowie drogi
wyciąga z kieszeni świeżą paczkę fajek
cholerny nałóg 
mówi
i niemal od razu dostaje rozgrzeszenie
full serwis od ręki  bez żadnych zagwozdek
mikroskopijnym drukiem
 
może następnym razem skręcę w lewo nigdy
nie skręcam w lewo
wzrusza ramionami i zaciąga się dymem 
a nad chodnikiem snują się jeszcze ostatnie
nabrzmiałe ołowiem fatamorgany
 
 
Tags:
 
 
elizjum
23 April 2009 @ 04:50 pm


zawsze nigdy raz czy dwa wielokrotnie wdycha
między ścianą a lustrem zapach poćwiartowanych
konceptów prochu siarki a może nawet
międzygwiezdnego pyłu o ile to nie kurz —
tak po prostu szary że można nim oblepić każdą
komórkę doby a i tak wystarczy na wieki wieków

amen
[odmowa dostępu]

byle oddech może zdmuchnąć szczelinę w drzwiach
i wtedy znowu jest jasno a powietrze smakuje
powietrzem zamiast skakać do gardła jak nieoswojony
kwietyzm lub oprawiona w ramki ekranu
tęsknota za grzechem

chce:
na chwilę zapaść się w sobie i nie wychodzić
aplikowane dożylnie emocje uznać za własny
kręgosłup i na Boga! [stop archaizm] uwierzyć
w prawdę przeszczepu bo inaczej zwyczajnie
zniknie

a jednak stanie się znów:
czarna plansza słowa zafiksowane ostatnie litery
przed początkiem końca i zamiast wspak —
naturalny do obrzydzenia obrót rzeczy
powszednich

[reset]

nikt
nikt nie przekonać ćpuna że lepiej jest tylko naprawdę



Tags:
 
 
 
elizjum
17 February 2009 @ 05:26 pm

Część trzecia
Koktajl Mołotowa


Kompleks Raskolnikowa )
 
 
 
 
 
elizjum
30 December 2008 @ 08:34 pm

Zaćma )
 
 
elizjum
01 October 2008 @ 11:47 am
Odys  

Odys )

 
 
elizjum
01 October 2008 @ 11:00 am

zimna suka na sygnale przecina miasto
pod prąd

potrąca staruszki wygina tory tramwaje
spycha z ustalonych (załącznik nr pięć)
linii transsyberyjskich

miesza poprzecznie prążkowane pewniki
ciała

z kieliszkiem w dłoni

staje za plecami kieruje ruchem wstrzymuje
przepuszcza unosi powyżej ud mgliste
spojrzenia przechodniów

maluje usta dobranym kolorem słowa
albo milczy i czeka (obcasy papieros
lusterko) na odpowiednią chwilę

wie

prędzej czy później zgaśnie światło
pęknie lód skóry –

na (mojej) twarzy uśmiech
kobiety z obrazu
cień

 

Tags:
 
 
elizjum
22 September 2008 @ 02:25 am
1.
wypełza z bieli pociętej drobnymi
żyłkami zero-jedynek

wokół słowa

(łuszczą się jak farba
na portrecie doriana graya)


2.
parzy bezmyślnie żeby zapomnieć
o kryształkach soli na własnej skórze

o braku kropek

zdania pączkują i giną zanim dotkną
brzegu istoty rzeczy

3.
niepotrzebnie

4.

wystarczyłoby odwrócić głowę
na horyzoncie wzgórza krainy "nigdzie"
eolia albo żagiel łódeczki z kory drzewa

wiadomości złych i jeszcze gorszych

5.

czekamy na odpływ lub przypływ
(nieważne)
grzęznąc w przybrzeżnym piasku
z wykałaczkami w dłoniach

my
kasztanowi pod łupiną kartki

wioślarze słów
Tags:
 
 
 
 
 
elizjum
24 August 2008 @ 07:33 pm
błahomiasta II


a w piątek tuwim siedzi na ramieniu
i wykłada uszy słowami do rymu

biegam po mieście cokolwiek zawiana
wrześniem
pryskają spod stóp koty zielone
i bardzo nie-bieskie biesy

ulica szepcze jak kochanek z obrazu
do porcelanowej pasterki
i jest mi tak sielsko-diabelsko
ze szczyptą glukozy
że wieszam na czubkach latarni
uśmiechy

rozbłysną wieczorem po winie
gdy wreszcie wyjdę z piwnicy
pijana jazzem i dymem
a potem rzucę się wpław przez ulicę

na wschód od edenu

tam w Niebie dalej gra na pianinie
księżyc z tektury
po ścianach wspinają się cienie
wygasłych wierszy
i patrzy na gości zza lady
barmanka ubrana w słowiki

za to nad miastem zawisło klasycznie
niebo z piernika

odgryzam kawałek i znikamw przydrożnej 
chmurze podobnej do kantyleny 


utkanej ze słów


Tags:
 
 
 
 
 
 
elizjum
20 August 2008 @ 03:46 pm

Jak w dym )

 
 
elizjum
20 August 2008 @ 03:28 pm
Kociara )
 
 
elizjum
04 August 2008 @ 10:56 pm
pójść na bal (czasy franza josefa)
może być cieszyn
albo wiedeń
rękawiczki karnecik pasek z kutego srebra
i hoczki w kształcie aniołów lub skrzydeł motyla

zatańczyć na weselu (niekoniecznie własnym)
w istebnej
zaduch ciał tak blisko czyjeś ramię kroki mylone
bo wódka zbyt szybko idzie do głowy
potem jeszcze dzwonki przy saniach —
ochrypły głos niesie przez rzekę zapowiedź
rychłych poprawin

a jo ci powiadam nie pij okowitu
bo ci nózki pójdą haw i tam, tu i tu...


w krakowie zajrzeć do michalika
na kawę z wkładką
i podglądać wyspiańskiego zza grzbietu
starego pianina które jak kot pręży się
pod palcami pianisty

ugniatać minuty jak wosk bez obaw
mieszać czasy i tryby a na koniec
wplątać we włosy czarnej madonny
dym

pasą się pasą barany na rynku
między sukiennicami

pasą się pasą wiersze
Tags:
 
 
elizjum
22 July 2008 @ 11:15 am
biały pas korytarzy opina biodra
a kroki zagłusza niepewność —
zapada się w nią z każdym kolejnym
mrugnięciem żarówki

mówi chociaż nie wie o czym
niedługo dostanie piętnaście punktów
w skali której nie rozumie a dodatkowo
haft krzyżykowy pod dolną wargą
i zastrzyk

oczy lekarza są czarne
na wskroś przeszywają
uskoki czaszki

z lawy wyłania się pies — 

tym razem też nie uratuje pompei
przed latawcami popiołu
wie o tym 

wędruje wspina się po zębach
aż do kopuły bizantyjskiej katedry
tam przystaje zdziwiona że księżyc
zwisa głową w dół jak postać
z karty tarota

nagle ktoś chwyta ją
i przywiązuje do ziemi
żelaznym łańcuchem

wraca

bierze do rąk wiosło i pozwala galerze
sunąć w kierunku górzystej ajai
po brzuchach fal




noc z 19 na 20 lipca 2008
Tags:
 
 
elizjum
21 July 2008 @ 03:56 pm

całkiem dosłownie zbiera zęby z podłogi
śliskiej od mydlin 
czyjeś dłonie okrywają jej uda kawałkiem tynku
a może mgłą malowaną w gwiazdy i księżyce

jarzeniówki patrzą jej w oczy

zerwała się nić łącząca kawałki w całość
więc noga palec twarz a nie ciało
tak dobrze znajome posłuszne drgnieniom powiek
niewidocznego lalkarza

pełne muzyki

teraz tylko rytm bęben tłukący się w piersi
pałeczki rąk przyciśniętych do skroni i kleks
jak klucz basowy na poskręcanej reumatyzmem 
pięciolinii ręcznika

nie patrzy w lustro bo wie że zobaczy
cień czarownicy na swoich wargach

uspokaja oddech i kropla po kropli wysysa ciszę 
słoną od norwidowskich przemilczeń

albo od krwi




noc z 19 na 20 lipca 2008

Tags:
 
 
 
 
elizjum
30 May 2008 @ 06:56 pm

Non vitae II )

 
 
elizjum
30 May 2008 @ 06:54 pm

Non vitae I )


 
 
elizjum
18 May 2008 @ 04:14 pm
rzucają się z gwoździami i cień przybijają
do kawałków lustra
kurczy się i wije jak myśl tuż przed świtem
albo rozciągnięte na blacie ciasto nagiego ciała

nie zabiją tylko zagrają — a ty w takt!
na trzy-czwarte lub sześć-ósmych
kolebie się czas powieszony na żądle zegara
nogi splątane w węzeł gordyjski
przecina rozkaz

żeby uciec trzeba by odkopać wolę
która gnije głęboko pod ziemią
ale łopata nie leży w dłoni wolnej od widma pęcherzy

na lipie przydrożna kapliczka
patrzy z góry

święty antoni sczerniały od wielozim i wiatrów
w oczach ma tylko drewno a między fałdami szaty
korniki ryją labirynt bez końca i bez początku
 
Tags:
 
 
elizjum
30 April 2008 @ 08:11 pm

Węzełek światów )
 

 
 
elizjum
30 April 2008 @ 07:39 pm
Zakalec II )
 
 
elizjum
30 April 2008 @ 07:32 pm
Zakalec I )
 
 
 
elizjum
29 April 2008 @ 06:59 pm
Wymyśl mnie! )
 
 
 
elizjum
27 April 2008 @ 03:41 pm
Pax  

PAX )

 
 
elizjum
26 April 2008 @ 07:57 pm
Mgłowce )
 
 
elizjum
26 April 2008 @ 07:53 pm
Marcellus )
 
 
elizjum
26 April 2008 @ 04:02 pm

Krystieńka )

 
 
 
elizjum
25 April 2008 @ 11:54 pm
podobno wielka idea mieszka w krzakach —
już nie pachną tuszem ale dalej tłumią widok
i gryzą palce
tak chętne tak nie do życia pełzną wzdłuż sztachet
czepiając się tych kilku zdobień których
nie zdążyły obtłuc dzieciaki z sąsiedztwa

a przecież sens jak dawniej stoi kolumną koryncką
i liczy lata —
tak daleko frontowej bramy 
można jeszcze przystać na banał

co się dzieje? nie odpowie stróż nocny ani tabliczka
nie deptać zieleni ani nawet przestrzeń między jednym wersem
a drugim
kolejny niepotrzebny patos i trochę nadziei na wódkę
którą stróż zostawił przy słowie epistemologia
być może bez żadnego podtekstu  
Tags:
 
 
elizjum
25 April 2008 @ 11:45 pm
rewers fotela szary jak liść
który gniotę w palcach
już nie pomoże na skaleczenia babka
krwawnik wdeptany w dno autobusu
melisa wypita przed snem
na pohybel problemom

teraz za oknem wisła popielna
płaczka rozdarta na pół przęsłami mostu
patrzę między hieroglifami deszczu
miasto
brodę opiera na dłoniach
i chyba tęskni za średniowieczem —
wystrzałem gotyku w niebo

zamknięte od środka
na haczyk 
Tags:
 
 
elizjum
25 April 2008 @ 11:43 pm

bo gdyby nie sztuczna
byłaby dwa razy cięższa
od ciężaru czekania
na cel

oplątana nićmi wpatruje się
w cudzą obecność jak
w oddech rysujący na szybie
kawałki wiatru
 
Tags:
 
 
elizjum
25 April 2008 @ 11:38 pm

obłożyli mną kwadrat blacha rozdziera skórę 
trzeba zszyć zanim konsument odkryje bubel 
produkcja chińska materia niknie w palcach
ale tanio! 
jak tanio można kupić jeden z kolorów tęczy
i dobrać klapki torebkę okulary jak z filmu
o gangsterach i dobrym gliniarzu z dzielnicy

kozłów ofiarnych

przetarty na łokciach żołądek nie ten co trzeba
chociaż baba mówi że pierwsza klasa
i ślicznie mi w niebieskim że te oczy — 

że gdybym chciała to pierwsze strony gazet
oczywiście w nowej bluzce
warto dołożyć trzy złote i cieszyć się

parą świeżych myśli

wciągnąć na stopy i wtulić palce w ptasi puch
ptasie mleczko zagryźć 
rozszarpać na strzępy etykietę co genezą sięga 
stodoły pana józka i jego marzeń 
o prawdziwie europejskiej butelce wódki

nie kupujesz? to idź w diabły!
a trójkąty koła nawlecz na sznurek i odłóż
taki trik że niby umyślnie i wcale —

wcale nie dojdę do bramy między straganami 
noga ręka ucho i zaplątane w sobie
tak bardzo kolorowe

nici

 

Tags:
 
 
elizjum
25 April 2008 @ 11:31 pm
kot  
oddycha równo w rytm menueta
ustrojony kartkami jak jaśminem
pozwala patrzeć na siebie — choć niechętnie
a każda pręga zwija się w malutki bezczas

koraliki minut nie minut owijam
wokół nadgarstka
są miękkie i pachną wczorajszym słońcem
mrugają oczami rumianków

zwinięty w kłębek marzy o sroce
która uciekła na inną gruszę

skrawek perskiego dywanu
nie umie już fruwać
ale wąsy nadal wskazują okręt sindbada
nadal czeka na przypływ —

mój kawałek baśni tak spokojny
wśród książek
mój kot na prześcieradle druku
Tags:
 
 
elizjum
25 April 2008 @ 11:29 pm

pełzną wzdłuż boków serpentyny
szlaczki rzeźbiąc w ciele
chrząszcze
chrzęst stawów od kciuka po piętę
w długich austrowęgierskich butach
marsz
a trąbka w tle o kochanku co nie wrócił
i kwiatach wplecionych w warkocze

długie długie nogi czuję na skórze
jak stepują obrót i skok
chrząszcze 
tłucze się we mnie olbrzym
ten z legendy a może z baśni
i między palcami wypalone miejsca
po kulach szwedzkiego najazdu

coraz wolniej bo ciało ze smoły
toną aż po czułki
chrząszcze
nie ma powrotu z mostu tylko
dwie cebule zostawię na jutro
przez ramię aż po udo tango
owadzich skrzydeł

jak blisko jak cieleśnie!
pod paznokciem i w ciepłej jaskini ucha
trwa czystka mitów
i dymy czuć jeszcze dymy!

ostatnich kuchni polowych

Tags:
 
 
elizjum
25 April 2008 @ 11:26 pm

między kawą a kuflem piwa
skacze ciśnienie na jednej nodze
cały strych w poszukiwaniu szpar
których i tak

nie zakleję

tak niedoskonały haft pajęczyn
i widmo pelargonii w oknie
bez powiek nawet gołąb
cały w bemolach

nie odleci

między kawą a kuflem piwa
rośnie człowiek z przerwą
na czyściec

niesytość niesytość strychu
niesytość niesytość strychu
gratów szkieł rozbitej puli
twarzy spłaconego wieku
i katarynki
co wciąż co wciąż od nowa

żeby nawlec korale na włos
nie rozdzielać na czworo
nie szukać szpar
pod chustami co gniazdem

myszy

niesytość niesytość strychu
niesytość niesytość strychu
żeby znaleźć drabinę i szczebel
za szczeblem wkroić
w samą głąb słoika tam gdzie
lewa strona ze szwem
i truskawki

niesytość niesytość strychu
między kawą a kuflem piwa
rośnie człowiek z przerwą
na bunt 

Tags:
 
 
elizjum
25 April 2008 @ 11:25 pm
to nie tak że nie ma kawy
jest tylko za blisko i nie sięgam —
czyjaś dłoń zaciska się w młotek
ku niemalowanemu

gdzieś między półkami
okiem kasjerki i ukłonem
(bez oklasków pogłowie! pogłowie!
jak z bachicznych płócien malczewskiego )
jest trochę wolnego miejsca
na gwóźdź
i łańcuszek czosnku

po nim po drabinie łusek
wspina się faun 

gdzieś na strychu
muzy jeszcze grają

w pokera  
 
Tags:
 
 
elizjum
25 April 2008 @ 11:20 pm
mit bez ości 



a na czarnej blasze piernik w grozie rozrostu i pęka piekło
na pół słodycz powideł ścieka między palcami judy
armageddon igieł
jarmark wspomnień dawne wigilie splecione w łańcuch
błyszczy oko anioła z przetrąconym skrzydłem
on śpiewa że narodził się znów

Podobno w knajpie, tak mówi barman, co wie wszystko,
ktoś rzucił kuflem i krzyknął: stawiam!
(nawet śmiech może dźwięczeć wódką
o czwartej nad ranem)

Urodził się dzisiaj, wcześniak, to przez wysiłek i osła,
bydle ryknęło nie w porę. I masz, stawiam,
za spokój, którego nie będzie, wypij, niech się zmarnuje świat!
Tak było - twierdzi barman, w jego dłoniach miga
bombka za bombką, pokal i inne szkło.
Zabrakło miejsca, parking pełen - pan wiesz, ostatnie zakupy
i osioł zdechł za wygódką w pokrzywach.

Pili długo, wymiotłem szufelką dopiero o świcie, 
a do świtu daleko   jak do chińczyków i pod górkę, 
rowerem nie zdzierżysz!
Śpiewali... co? Pewnie jakąś kolędę, bo zwrotki w pamięć
jak w masło, nie widziałem ich więcej.

a na czarnej blasze piernik w grozie rozrostu i pęka piekło
na pół słodycz powideł ścieka między palcami judy
armageddon igieł
jarmark wspomnień puchnie chęć od wysiłku żeby jak najlepiej
żeby to był właśnie ten czas i to miejsce

być może jest

ale ludzie już nie ci sami 

Tags:
 
 
 
 

Advertisement

Customize